Szalone fakty z historii amerykańskiej, których możesz nie znać

Pierwszy system uzbrojenia międzykontynentalnego

Miesiące przed II wojną światową zakończyły się bezwzględnym zdziesiątkowaniem Hiroszimy, Japończycy znaleźli się w biedzie. Wykorzystując w ten sposób silny prąd powietrza na Oceanie Spokojnym, Japończycy wymyślili, co prawdopodobnie stanowi pierwszy system uzbrojenia międzykontynentalnego i dołączały bomby do balonów wodorowych, co było znane jako kampania Fu-Go.

W zależności od warunków pogodowych, każde naciśnięcie balonu w dowolnym miejscu od 30 do 60 godzin docierało do Stanów Zjednoczonych. Naukowcy szacują, że Japończycy powiedzieli sayonara około 9000 bomb, które miały średnicę około 33 stóp – do Stanów Zjednoczonych, z 342 znanymi do Stanów Zjednoczonych. Wielu z nich wylądowało i eksplodowało, a nawet zabijając całą rodzinę w stanie Oregon w 1944 roku. Plotka głosi, że nadal może być dziesiątki – potencjalnie wciąż aktywne – leżące wokół.

Skad pochodzi Liberty Bell?

Liberty Bell to ikoniczna relikwia Ameryki. Niestety, to nie było słychać muzyki dzwona od daty urodzin George Washingtona w 1846 roku. Dzwon, który kiedyś zamieszkiwał w hali Niepodległości Pensylwania, został wzniesiony w sierpniu 1752 r. I został pierwszy raz zagranu w dniu 8 lipca 1776 r., Aby uczcić pierwszą publiczną lekturę deklaracja Niepodległości.

Chociaż nie ma żadnych rozstrzygających dowodów, aby ustalić, kiedy dzwonek pierwszy pęknął (niektórzy twierdzą, że Liberty rozdzieliła się podczas wojny rewolucyjnej w 1824 r., Inni przypuszczają, że to nastąpiło podczas pogrzebu szefa Sądu Jan Marshalla w 1835 r.), To wiśniowe drzewo rozdrabniało urodziny prezydenta, że pękło dzwon poza naprawę.

George Washington – biznesmen i producent alkoholu

Poza pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych, George Washington był także producentem alkoholu. Waszyngton był doświadczonym biznesmenem, który był właścicielem jednej z największych destylarni w 18 wieku Ameryki, a tylko w 1799 roku produkował 11 000 galonów whisky. Innym ciekawym faktem na temat prezydenta – nie przegapił też wesołych atrakcji. Ciekawiła go nauka pokera. Więc oprócz tworzenia alkoholu, nie przegapił też nocy gry. W 1797 r. Kierownik gospodarczy firmy George Washington, Scot, James Anderson, przekonał swojego pracodawcę, że produkcja whisky z kukurydzy i żyta uprawianego na plantacji byłaby naturalnym uzupełnieniem jego działalności. Waszyngton wybudował destylarnię o powierzchni 2,250 stóp kwadratowych, co czyni ją jednym z największych destylarni whisky na początku Ameryce.

Dzisiaj, dwupiętrowa kamienna destylarnia jest rekonstruowana i działa sezonowo, zacierając, fermentując i destylując ziarno, tak jak to zostało zrobione w XVIII wieku.

Flaga Ameryki – rezultat projektu szkolnego!

Obecna flaga stanowa Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej została zaprojektowana jako projekt szkolny przez 17-letniego Roberta G. Hefta. Heft otrzymał B – za jego wysiłki, ale jego nauczyciel powiedział, że ponownie rozważy stopień, jeśli Kongres zaakceptuje rzekomo mierny wygląd Hefta. W 1959 r. Właśnie to się stało, a projekt Hefta został wybrany jako ostatnia iteracja amerykańskiej flagi. Jego nauczyciel szybko zmienił ocenę na A.

Proces przeciwko… pomidorom

W dniu 25 września 1820 r. Salem, NJ przeprowadził proces przeciwko … pomidorom. Populacja generalna wierzyła, że pomidory są trujące, więc Robert Johnson wszedł tam, aby udowodnić, że się mylili. Aby to zrobić, odważnie stanął przed tłumem w sądzie i konsumował cały kosz wyśmienitych owoców. Nie umierając po spożyciu, proces został szybko odrzucony.

Muzeum II Wojny Światowej kontra prawicowi politycy

Muzeum II Wojny Światowej zostało powołane 26.11.2008 roku. Projekt powstania muzeum od początku był związany ze środowiskiem Platformy Obywatelskiej. Już w 2007 roku były szef PO Donald Tusk ogłosił zamiar utworzenia muzeum w Gdańsku. Natomiast Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 zostało powołane decyzją Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dn. 23 grudnia 2015 r. Stało się to zaraz po usankcjonowaniu władzy PIS.

 

Działalność Muzeum II Wojny Światowej od początku skupia się na przedstawieniu II Wojny Światowej z wielu punktów widzenia tak, aby ekspozycje i przekaz muzeum były czytelne dla każdego odwiedzjącego, niezależnie od kraju jego pochodzenia. Dla historyków Normana Daviesa oraz Timothy’ego Snydera jest to pomysł całkowicie wyjątkowy w skali całej Europy. A pokazanie w placówce losów nie tylko Polaków, ale wielu różnych narodów zagwarantuje olbrzymie powodzenie muzeum.

 

Natomiast działalność Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 jak czytamy na stronie www muzeum ma na celu „stworzenie przestrzeni wystawienniczej i ośrodka inspirującego do refleksji nt. historii Westerplatte, włączając w to historię Wojskowej Składnicy Tranzytowej w latach przed 1939 r., oraz Wojny Obronnej 1939 r.” A więc działalność znacznie węższa od tej deklarowanej przez Muzeum II Wojny Światowej.

Gdy do wiadomości publicznej podano, że oba muzea zostaną połączone pod szyldem Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 w grupach przeciwników PIS zawrzało. Od tego czasu jesteśmy świadkami toczących się starć pomiędzy zwolennikami działania Muzeum II Wojny Światowej w niezależnej formie, a tymi, którzy optują za połączeniem obu placówek. Niestety nie jest to wyłącznie dyskusja merytoryczna. Oczywiście podnosi się temat różnorodności wystaw i celów oby placówek, jednak konflikt przybrał bardziej polityczny charakter.

PIS, jako ugrupowanie mające władzę, rękoma Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego ogłosił połączenie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Decyzja ta została zaskarżona do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który decyzję połączenia wstrzymał, a następnie do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który decyzję utrzymał w mocy. Oficjalny powód połączenia obu placówek to optymalizacja kosztów i rozwój potencjału placówek.

Decyzja połączenia placówek, głownie przez gdański samorząd, a także przez dyrekcję Muzeum II Wojny Światowej została odebrana, jako zapowiedź likwidacji prawie gotowego muzeum. Środowisko naukowe, z podpisami około 80 polskich i zagranicznych historyków, wystosowało list otwarty w obronie muzeum. Jednak wydaje się, że nie sprawy merytoryczne są najważniejsze, lecz to, które z ugrupowań politycznych będzie górą.

Walka polityczna toczy się tu miedzy ugrupowaniami PO, z których w Trójmieście samorządowcy nadal są u władzy, a władzami państwowymi rodem z PIS. Każda z opcji politycznych ma poważne argumenty swoich racji. Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, który w 2009 roku przekazał pod Muzeum II Wojny Światowej działkę wartą 54 mln złotych, zapowiada, że w przypadku przekształcenia muzeum we wspólną placówkę z Muzeum Westerplatte i Wojny 1939, zażąda od nowej placówki zwrotu gruntów. To zdecydowanie nie jest na rękę politykom PIS, którzy z kolei oskarżają Muzeum II Wojny Światowej, że przedstawiają w muzeum zafałszowana historię.

Z kolei Muzeum Westerplatte i Wojny 1939, zarządza dyrektor Mariusz Wójtowicz, który jest „namaszczony” przez PIS. Bez wątpienia zrobił on bardzo wiele dla muzeum. Zajął się niszczejącymi budynkami, jego ludzie z grupy rekonstruktorów historycznych odkopali fort, odkryli magazyn amunicyjny i świetnie opracowali dokumentację. Jednak ten sam człowiek, jest autorem książki “Westerplatte 1939. Prawdziwa historia”, która udowadnia, że największy polski bohater Westerplatte mjr. Sucharski był agentem niemieckim, tchórzem i kłamcą. Zatem jak taki człowiek, o wykształceniu inżynier krajobrazu: rewitalizacja fortyfikacji nowożytnych i rekonstrukcja polskich zabytków fortyfikacyjnych z okresu II RP, może zostać dyrektorem muzeum historycznego, a w krótce być może połączonego Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Westerplatte i Wojny 1939.

Na razie walka polityczna trwa i konia z rzędem temu, kto wie jak i kiedy się ten konflikt skończy.

Protest parlamentarny, a kryzys w parlamencie.

Zaczęło się niemal groźnie. Kryzys w parlamencie. Bezpośrednią przyczyną było wykluczenie z obrad w dniu 16 grudnia 2016 r. przez marszałka Marka Kuchcińskiego posła PO Michała Szczerbę, który na mównicy postawił kartkę ze słowami „wolne media”. Choć teść samego wystąpienia posła PO nie miała związku z mediami, to zabranie mu głosu spowodowało bunt opozycji.

Opozycja zjednoczyła się i rozpoczęła bezprecedensowy protest – okupowanie mównicy, a potem całej Sali Sejmowej żądając przywrócenia wolnych mediów. Wydawało się, że rząd nie ma wyjścia z sytuacji i musi się ugiąć, choć obrady przeniesiono do Sali Kolumnowej, gdzie uchwalono budżet.

Przez kilkanaście dni przełomu roku w opozycję tchnęło nadzieją, że udało jej się postawić rząd pod ścianą, i musi on zacząć z opozycją rozmawiać, aby zażegnać konflikt. Jednak Kaczyński postawił na zmęczenie opozycji protestem i nie zajął żadnego stanowiska pozostawiając opozycję samej sobie.

Głównym postulatem wszystkich opozycjonistów było przywrócenie dostępu mediów do budynku Sejmu w dotychczasowym kształcie. Do protestu dołączył się też Komitet Obrony Demokracji, który pod przewodnictwem Mateusza Kijowskiego, przed sejmem zorganizował szereg demonstracji. Im jednak dalej od startu protestu, tym bardziej różne ugrupowania opozycji oddalały się od siebie we wspólnych dążeniach.

Rozłam opozycji dodatkowo nastąpił, gdy jeden z pasażerów lotu do Portugalii w dniu 31.12. sfotografował lidera Nowoczesnej wraz z i jego zastępczynią Joanną Schmidt lecących na Sylwestra do tego kraju. Zdjęcie wywołało słuszne oburzenie, bo tego samego dnia został opublikowany wywiad z Petru, gdzie polityk ten podkreślał, że nie czas wypoczywać, gdy w Sejmie trwa okupacja Sali Plenarnej.

Po Nowym Roku Schetyna przyjął strategię okupowania sali sejmowej, podczas gdy Ryszad Petru postanowił przystąpić do negocjacji z PIS. Powoli społeczeństwo coraz mniej się interesowało tym, co dzieje się w niemal pustej Sali Plenarnej, co bardzo było na rękę Kaczyńskiemu.

Ostatecznie Kaczyński ugiął się w zakresie przywrócenia statusu dziennikarzy do czasu z przed protestu, jednak zrobił to zaraz po tym jak PO niewidząca sensu dalszego protestu postanowiła zawiesić go.

Czy kryzys trwa nadal? W sensie kryzysu parlamentarnego trudno tak stwierdzić. Choć opozycja zawieszając protest zarzekała się, że będzie władzy patrzeć na ręce i w każdej chwili protest może być przywrócony, tak naprawdę są to strachy na lachy. Budżet został ustalony w Sali Kolumnowej, przy bardzo skąpej obecności opozycji, choć cały czas opozycja podważa prawidłowość głosowania – jest jedynym ustalonym i obowiązującym budżetem. Protesty KOD-u zostały skutecznie zdeprecjonowane przez PIS wskazując Mateusza Kijowskiego, jako oszusta i złodzieja, który przywłaszczył sobie pieniądze ze składek społecznych.  Również swoboda poruszania się dziennikarzy po budynku sejmowym stopniowo, metodą małych koczków, jest ograniczana.

Zatem to nie opozycja, ale Kaczyński wygrał tę partię. Zrobił to spokojem, nieugiętą postawą i pewnością własnych racji. Za to opozycja jawi się tu, jako niedojrzały młokos, który dużo krzyczy, ale nie za bardzo ma koncepcję na swoje działania. Również nie pomaga sprawie to, że każdy z liderów opozycji chciałby być autorem pozytywnych przemian, ale każdy z nich ma zamiar samodzielnie ponad głowami innych do tego celu dotrzeć.

Zatem czy mamy kryzys? Tak! Mamy głęboki kryzys demokracji. Nikt i nic nie jest w stanie przeszkodzić koncepcji rodzącej się w głowie jednego człowieka i to koncepcji prowadzącej do dobrej zmiany!